niedziela, 7 kwietnia 2013

Wszystko za życie

Piękny film wczoraj widziałam. Taki z gatunku tych, które koniecznie muszą trafić na moją półkę, na trwałym nośniku, zaraz obok tych, które wcześniej zawładnęły moim sercem. Zabrałam się do tego filmu zupełnie nie po kolei, czyli w pierwszej kolejności zakochałam się w ścieżce dźwiękowej a potem, zachęcona muzyką i opisem filmu, sięgnęłam po obraz. Teraz inaczej kocham już muzykę, a myśląc o filmie ciągle mam ciarki i lekki ścisk w gardle na samą myśl o nim. Wzruszający i trafiający w szczególne struny. Bardzo bliski. Zostaje.

Absolutnie szczerze polecam tę opartą na faktach opowieść o marzeniach, odwadze i konsekwencjach podejmowanych decyzji.

Polski tytuł - Wszystko za życie


Muzykę do tego filmu skomponował Eddie Vedder i tak dla zachęty coś Wam pokażę:

 

I jak? Ja będę na pewno wracać.

Kulinarnie po świętach nie chce mi się szaleć. Rozleniwiona robię naprawdę niewiele. Może to przez tę absurdalnie przeciągającą się zimę? Marzenie o wiośnie i możliwości wystawienia twarzy na ciepłe promienie słoneczne stało się olbrzymie. Chyba nie znam osoby, której ta sytuacja nie męczy.

W ramach próby nie poddania się zimie, tego przedwiośnia hodujemy całą masę różnego rodzaju kiełków, które konsumujemy do wszystkiego i niemal ze wszystkim. Dzisiaj skończyliśmy rzeżuchę a zaraz spróbujemy np. kiełków pora.

Warto zaopatrzyć się w kiełkownicę, bardzo proste urządzenie, które pozwoli Wam w szybki i czysty sposób wyhodować swoją porcję zdrowia w pigułce. Każdy kiełek smakuje zupełnie inaczej dlatego tak dobrze jest wypróbować ich jak najwięcej, aby znaleźć swój smak. U nas w menu serwujemy kiełki rzeżuchy, soi, grochu cukrowego, soczewicy zielonej, soczewicy brązowej, fasoli mung, rzodkiewki, pora, lucerny i mojego ulubionego brokuła. Skąd te wszystkie dobroci? Z lokalnego młyna, ale to już zupełnie inna historia, na którą na pewno przyjdzie czas.

Kiełki soczewicy i rzodkiewki

Poranne śniadanie z własnym chlebem i kawą z kawiarki. Pełen relaks.

wtorek, 26 marca 2013

Domowa biała kiełbasa z indyka i wieprzowiny




Zwolniłam na chwilkę. Dopadło mnie i skręciło na moment schorzenie o idealnej nazwie dla kapeli hardrockowej.. kręcz karku. M. twierdzi, że nawet do chórku by mnie wzięli z moimi profesjonalnymi jękami przepełnionymi bólem istnienia: aaaałaaaa!!!!

Z tego też powodu obiecana relacja z niedzielnej produkcji białej kiełbasy pojawi się chwilę później niż było zapowiedziane. Będzie to dzisiaj. Robienie takiej kiełbasy to całkiem fajna sprawa i o dziwo całkiem logiczna. Poszło nam tak sprawnie, że przez 40 minut udało nam się przygotować całą masę pysznych kiełbasek.

Obecnie jestem w trakcie przekonywania moich rodziców o to by w ich ogrodzie postawić małą wędzarnię. Marzą mi się różne mięsa, ryby otulone tym cudownym aromatem. Od dawna już nie kupujemy wędlin na kanapki. Mam problem z tym żeby zaakceptować mięso w jedzeniu, którego sama nie przetworzyłam. Innymi słowy muszę wiedzieć co zostało zmielone aby mi naprawdę smakowało. Przez niekupowanie wędlin staram się zapewnić moją produkcję, ale takie wędzenie to byłaby zupełnie nowa jakość i zdobyta sprawność. Może uda się przekonać do postawienia takiego przybytku... ręce do pracy jakby co są :)
 
Biała kiełbasa z indyka i wieprzowiny

1,5 kg udźca indyka bez skóry
0,5 kg karkówki wieprzowej
0,5 kg chudego boczku - w moim przypadku bardzo chudego
1 cebula
1 główka czosnku
flaki wieprzowe solone - do kupienia np. w mięsnym na rynku
250 ml zimnej wody
4 łyżeczki soli
5 łyżek majeranku
dwa liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
3 ziarenka jałowca
2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
pieprz

Mięso zmielić w maszynce do mielenia mięsa razem z czosnkiem i cebulą. Liście laurowe, ziele i jałowiec zetrzeć w moździerzu. Dodać wszystkie przyprawy, dobrze wymieszać i spróbować czy jest wyraziste w smaku. Dolać wodę i wymieszać. Flaki namoczyć i dobrze wypłukać z soli przepłukując przez środek wodą. Nawinąć flak na lejek do robienia kiełbas (powinniście mieć taki w zestawie z maszynką). Po nawleczeniu flaka na końcu zawiązać supeł i zacząć nadziewać kiełbasy. Po wypełnieniu  flaka taką ilością mięsa jaka przypada na jedną kiełbaskę wyłączyć maszynkę i zamknąć kiełbaskę skręcając kilkakrotnie ściśle flak. Włączyć maszynkę i wypełnić kolejną porcją mięsa. Warto ułożyć mięso we flaku tak aby równomiernie i w całości go wypełniało.

Moją ulubioną wersją świątecznej białej kiełbasy jest ta po krótkim sparzeniu, upieczenie jej w piekarniku na rumiano i dodanie skarmelizowanej cebulki. Pycha!

Smacznego!



sobota, 23 marca 2013

Rolada z piersi indyka pastą z suszonych moreli, orzechów i bazylii

Na dzień dobry i na dobry weekend. Chwilę przed wyprawą na rynek po mięso na kiełbasę na święta, dzielę się tym co mi dzisiaj w głowie gra. Relację z produkcji odchudzonej białej kiełbasy zapowiadam oficjalnie na jutro.

A tymczasem... I need you tonight...miłego dnia proszę Państwa. Miłego dnia :)



A w ramach przygotowań na święta polecam wolno pieczoną pierś indyczą. Po takiej obróbce jest ciągle soczysta i świetnie będzie nadawać się na wielkanocne śniadanie.


Rolada z piersi indyka pastą z suszonych moreli, orzechów i bazylii

1 kg piersi indyczej
10 suszonych moreli
10 g orzechów ziemnych niesolonych
kilka listków bazylii
dwie łyżki oliwy
sól, pieprz
sznurek do związania mięsa

Rozgrzewamy piekarnik do 150 stopni Celsjusza. Pierś z indyka rozcinamy na jak największy płat o grubości około 1 cm. Należy to zrobić rozcinając w poprzek włókien i nie docinając do końca mięsa. Po takim zabiegu otrzymamy duży płat mięsa. Rozbijmy go tłuczkiem do mięsa tak aby powierzchnia jeszcze się zwiększyła, ale uważajmy aby nie zrobić dziur w strukturze mięsa. Do blendera wsypujemy morele, orzechy, bazylię i wlewamy oliwę z oliwek. Miksujemy. Tak przygotowaną pastę rozsmarowujemy po całym płacie mięsa. Przyprawiamy do smaku i zwijamy mięso w rulon. Układamy roladę końcem zawinięcia do spodu i związujemy ściśle sznurkiem. Ważne aby tak związać mięso, żeby w każdym miejscu przylegało ściśle. Polewamy roladę odrobiną oliwy z oliwek, nacieramy dokładnie mięso i wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 1,5 h.

Smacznego!


czwartek, 21 marca 2013

A ja Wam mówię, że idzie do nas wiosna...!!!!!!!


Zupa brukwiowo-selerowa



Czy też macie wrażenie, że to mimo wszystko ostatnie podrygi zimy? Ja się jej nie daję i niezależnie od ujemnej temperatury regularnie znikam z sąsiadką i mężem na nordica. Fajnie tak wysilić swoje leniwe, zasiedziałe przy biurku kości i po ponad godzinie szybkiego marszu powiedzieć, że zrobiło się coś fajnego dla siebie. Ostatnio też otaczam się motywatorami więc hasło "make it happen" wypełnia moje działania w tym tygodniu. I tak w ramach "spraw by się zdarzyło" wybrałam się dzisiaj w końcu na basen i  nagradzając się za wysiłek zaprosiłam się potem na kolację na pyszne sushi. Taki samodzielnie spędzony wartościowy wieczór, który naładował mi baterie na kilka dni. Bo czasem naprawdę warto pobyć samej ze sobą.

Muzycznie mam dla Was piosenkę, która niezmiennie jak tylko trafi do mojego odtwarzacza jest zapętlona i raz za razem wsłuchuję się w jej absolutną genialność. Tak też stało się i dzisiaj. Lubicie Zakka Wylde'a? Uwielbiam takie głosy.



Kulinarnie natomiast mam dla Was dzisiaj zimową zupę, ale obiecuję, że to będzie ostatni tej zimy rozgrzewający przepis.

Na lokalnym rynku znalazłam brukiew i seler naciowy i stwierdziłam, że to połączenie to strzał w dziesiątkę. Upieczona brukiew jest słodkawa i ma charakterystyczny posmak. Seler natomiast rozgrzewa i podduszony na oliwie z oliwek świetnie przełamuje mdławość brukwi. Dodatek pora, czosnku i rozmarynu sprawia, że ta zupa jest ciepła i aromatyczna.



Zupa brukwiowo-selerowa
(6 porcji)

ZUPA
1 kg brukwi
0,5 kg selera naciowego
1 por
1/2 główki czosnku
gałązka rozmarynu
2 litry wody
5 łyżek oliwy z oliwek
sól, pieprz
SOS
2 łyżki serka naturalnego
2 łyżki jogurtu naturalnego
1/2 łyżeczki chrzanu

Rozgrzej piekarnik do 200oC. Obierz brukiew i pokrój w 1 cm kostkę. Por wymyj i pokrój w 1 cm talarki. Wsyp pokrojone warzywa do miski i wymieszaj z 2 łyżkami oliwy. Ułóż na blasze papier do pieczenia i wysyp na niego równomiernie warzywa. Ułóż przekrojony w poprzek czosnek i oprósz wszystko solą i pieprzem, polej czosnek łyżką oliwy z oliwek i ułóż na nim gałązkę rozmarynu. Piecz aż warzywa będą miękkie i zrumienione - około 20 minut. Rozgrzej resztę oliwy i podduś do miękkości seler naciowy. Dodaj warzywa, wyciśnij czosnek z łupin, wlej wodę i zmiksuj na gładki krem. Serek, jogurt i chrzan dobrze wymieszaj. Wlej zupę do miski i udekoruj kleksem z serka.

Smacznego!

niedziela, 10 marca 2013



Na pocieszenie i na zaklinanie tego co jest za oknem... brrrrrrrrrrrrr :(


sobota, 9 marca 2013

Łosoś z grilla z salsą warzywną i orzechami ziemnymi

Ostatnio wszystko dzieje się pod szyldem dawania drugiej, a może i kolejnej już szansy. Takiej szansy dawanej sobie samej.

Kiedy ostatnio zrobiliście coś dla siebie takiego, że zaczęliście lubić siebie jakby trochę bardziej?

Wzięcie spraw w swoje ręce nie jest łatwe. Zmierzenie się ze swoimi marami jeszcze trudniejsze, ale w głowie krzyczy 'jak nie teraz to kiedy?' i konsekwentnie się działa. Wszystko zgodnie z planem. Nowym planem. Więc się naprawiam raz za razem, tworząc lepszy dla siebie samej model.

Trzeba o siebie dbać, pielęgnować, rozwijać. Pilnować żeby nie stać w miejscu i nie marnować czasu na niepotrzebne rozpamiętywania o sytuacjach, które bolały kiedyś, o niespełnionych marzeniach, oczekiwaniach. Ten Pan z filmiku na dole co tak pięknie śpiewa powiedział kiedyś 'enjoy the struggle'. I taki mam zamiar. Wiedzieć gdzie iść i cieszyć się tą drogą - taka moja nowa filozofia życiowa. Na razie sprawdza się wybornie.

A tak w ogóle cały tydzień był pod znakiem Pearl Jam, więc nie ma innej opcji... muszę się podzielić z Wami moim odkryciem. Nie wiem czemu do tej pory moje uszy na ten kawałek nie natrafiły. Piękny!!!





W ramach kulinarnych nowych szans kupiłam dzisiaj seler naciowy i sprawdziłam czy na pewno go nie lubię. Co tu dużo mówić... lubię go bardzo! Zestawienie smaków jest wyborne i całość komponuje się w bardzo pyszny i zdrowy obiad. Szczerze polecam!

Łosoś z grilla z salsą warzywną i orzechami ziemnymi
(przepis na 2 osoby)

Składniki:
2 porcje filetów z łososia
3 łodygi selera naciowego
1 czerwona papryka
1 czerwona papryczka chilli
1/2 cukinii
5 pomidorków koktajlowych
1 szalotka
szczypior
garść orzechów ziemnych prażonych niesolonych
sok z 1/4 cytryny
sól, pieprz
oliwa z oliwek


Seler pokroić w nie za grube talarki. Paprykę i cebulę pokroić w piórka a cukinię i pomidorki w ćwierć talarki. Po wydrążeniu pestek z chilli pokroić ją w krążki. Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek, zeszklić cebulę, dodać seler i smażyć 3-4 minuty na średnim ogniu. Dodać pozostałe warzywa, orzechy i skropić cytryną, doprawić i smażyć do momentu kiedy papryka będzie al dente. W międzyczasie rozgrzać patelnię grillową z oliwą z oliwek. Rybę położyć na patelnię skórą do dołu. Jak będziemy widzieć, że mięso ścięło się w 1/3 grubości ryby przewrócić na drugą stronę i smażyć do momentu aż cały łosoś się zetnie. Czas smażenia zależy od grubości kawałka.

Gotową salsę wyłożyć na talerz, posypać szczypiorkiem a na wierzch położyć pysznego łososia.

Smacznego!